Marek Tomalik

Marek Tomalik

Marek Tomalik, dziennikarz, współautor radiowego programu
Marek_Tomalik: G'day! - Mates!
lisu: Cześć Marek..!!

tomi: Dlaczego można się zakochać w Australii?
Marek_Tomalik: Bo jest tak inna od otaczającej nas szarości, szczególnie w niezimowe południe styczniowe, że jedynym dobrym pomysłem, aby sprawić sobie odrobinę radości, jest puszczenie sobie wodze wyobraźni i wybranie się na Antypody, ponad 20 tys. km.

darek: Jest pan podróżnikiem! Co najciekawszego widział pan na świecie?
Marek_Tomalik: Australia, Australia, Australia, Bajkał, Birma, Mały Tybet. I wieś Nowica koło Gorlic.

KACHAwesola: Był pan w wielu krajach. Gdzie panu najbardziej się podobało, czuł pan się "wolny"?
Marek_Tomalik: Poczucie wolności, niezależności (z wyjątkiem pieniędzy) najpełniej odebrałem właśnie tam - w Australii. Sprzyjają temu ogromne przestrzenie, niezwykła przejrzystość powietrza i ludzie, o których najczęściej mówi się "Open and friendly".

ilhjk: Co w Australii najbardziej Pana urzeka?
Marek_Tomalik: Niezwykli ludzie, niezwykle pogodnie i bezstresowo nastawieni. Tzw. pomniki przyrody, możliwość nieskrępowanego podróżowania po ogromnym kraju - kontynencie. Przemierzania tysięcy kilometrów, poznawania fauny i flory, która jest zupełnie inna od tej, znanej nam z Europy czy nawet Azji.

nick1: Jaki jest poziom życia ludzi w Australii?
Marek_Tomalik: Wysoki. Ludzie zarabiają duże pieniądze w stosunku do cen na rynku, szczególnie cen żywności. Dużo pieniędzy Australijczycy przeznaczają na podróże i uprawianie sportów. Niemal każdy Australijczyk uprawia czynnie przynajmniej jeden sport.

KACHAwesola: Jak to wszystko się zaczęło? Od czego?
Marek_Tomalik: Generalnie moje podróże w dalekie strony zaczęły się od poznania Egiptu i Syberii nad jeziorem Bajkał. Ale to właśnie pobyt w Australii zdecydował w sposób jednoznaczny o wybraniu "żywota podróżnika".

fd: Co skłoniło Pana do tego, żeby wybrać się na Antypody?
Marek_Tomalik: Była to realizacja tzw. młodzieńczych marzeń. Myśl o podboju piątego kontynentu. Pomogli mi w tym poznani w Łebie podczas pijackich wakacji Australijczycy, którzy nie przeszli obojętnie wobec mojej fascynacji Australią i przysłali zaproszenie do ich kraju. To było ogromne wyzwanie, ponieważ bilet lotniczy kosztował wtedy 40 miesięcznych pensji. A ja byłem niepracującym studentem, który z trudem mógł uzbierać na flaszkę.

tomi: Czy to prawda, że w Australii obchodzi się dwa razy Boże Narodzenie - 25 grudnia (podczas lata) i w czerwcu, kiedy tam jest zima?
Marek_Tomalik: Nic o tym nie słyszałem. Było mi dane przeżyć święta Bożego Narodzenia w miejscowości Cooma, niedaleko parku narodowego Kościuszki. W niczym nie przypominało to aury świąt w Polsce. Plus 30 stopni, w cieniu, brak wigilii, o śniegu można było pomarzyć. Pasterka o 21, ksiądz-murzyn a komunię rozdawały w kościele kobiety.

Gośćmi CZATerii byli: